Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Dla relaksu

Przygotuj się na święta.

Idą święta. Wszyscy zaganiani, nerwowi, tupią nogami przy ladzie aptecznej. Pacjenci kupują leki na zapas, bo do lekarza - tak od razu po Nowym Roku nie wypada. Jeślibym miała poradzić co warto mieć w apteczce świątecznej, żeby na ostatnią chwilę nie biegać do apteki, to służę: 1.  Na bieganinę zakupowo - prezentową. Spokój i głęboki oddech, jeśli nie pomaga i denerwujesz się, że z czymś nie zdążysz wypij napar z melisy , przed wyjściem do sklepu. 2.  Na energię do porządkowania, sprzątania i gotowania, gdy wracasz po 8,12 godzinach pracy a czeka Cię lepienie 170 pierogów, 120 uszek, 50 pierniczków a do tego mycie 2 okien i prasowanie obrusów. Żeń szeń, guarana, magnez. 3. Gdy boli żołądek po obfitej uczcie. Buscopan lub No-spa lub Krople żołądkowe. 4.  Na wzdęty brzuch po kapuście, grochu, fasoli.  Boldaloin lub Espumisan lub Esputicon lub Ulgix, Raphacholin C, koper włoski, Gastrosan herbata fix. 5.  Na zgagę i piecze...

Na jesienną chandrę

Niektórych dopada jesienna chandra. Moja koleżanka Asia powtarzała, że od listopada do marca mogłaby zapadać w sen zimowy niczym niedźwiedź - tak nie lubi tej pory roku. Szczególnie zaś kiedy plucha, szaro i zimno. Co nam pomoże przejść przez tę porę ? 1. Dziurawiec. (Hypericum perforatum) Pomaga w ukojeniu nerwów, lękach, stosuje się go jako lek poprawiający nastrój, mówi się o nim często, że działa przeciwdepresyjnie. Stosuję się go w formie herbaty, jako wyciąg z dziurawca w postaci płynnej a także w preparatach uspokajających np.: Deprim forte, Depribon, Depresanum, Nervomix, Dziurawiec 2. Imbir. Działa rozgrzewająco, przeciwzapalnie pobudza organizm i wzmacnia!. Można dodawać jako przyprawę do zupy dyniowej, rybnej, z soczewicy a także do herbatki z miodem i cytryną na zimne wieczory. 3. Żeń -szeń. Pobudza dodaje witalności i wigoru - także poprawia potencję. Szczególnie poleca się preparaty z żeń szenia osobom przepracowanym, osobom po wysiłku psycho i fizyczny...

Lek czy trucizna

Kiedyś poruszałam temat reklamy leków i mój do tego stosunek - ( Lekomania) a teraz na tapecie temat przedawkowania paracetamolu... Tak, już starożytni wiedzieli, że lek może być trucizną a trucizna lekiem. Obecnie na rynku farmaceutycznym jest tyle nazw tego samego związku chemicznego, że nie sztuką jest przedawkowanie. Dla laika i dla kogoś, kto nie ma znacznej wiedzy w temacie farmakologii nie liczy się coś takiego jak dawka maksymalna leku czy dawka minimalna leku. A różnica jest znaczna często jak się okazuje śmiertelna.  Lek to substancja, której nadano odpowiednią postać i którą stosuje się w zapobieganiu, rozpoznawaniu bądź leczeniu chorób ludzi i zwierząt. Trucizna to substancja, która po wniknięciu do ustroju w niewielkich ilościach może spowodować zaburzenia w ustroju lub jego śmierć na skutek właściwości toksycznych. Każda substancja lecznicza ma swoją dawkę minimalną czyli taką, która wywołuje już efekt terapeutyczny i dawkę maksymalną - czyli n...

Cie choroba!

Przez ostatnie 4 miesiące prowadziłam bardzo intensywny tryb życia. Praca od rana do wieczora, w weekendy wyjazdy. Eksploatacja organizmu na wysokim poziomie tak umysłowym jak i fizycznym. I co? I zemściło się... Od 4 dni leże plackiem w łóżku, z nosa cieknie woda, łzy z oczu, gardło boli, dreszcze telepią, poty oblewają, help!!. Tak, ja aptekareczka padłam na polu bitwy. Opuściłam nawet moje stanowisko pracy, ku "szczerej uciesze" szefa ;). Tylko pozostaje mi sobie wyobrazić, co tam gada pod nosem do pacjentów i do siebie, w tych jakże pięknych dla niego okolicznościach obsługi...Tym bardziej, że panuje jakaś cholerna epidemia albo jak to nie nazwać, skoro przychodnie w całej Polsce zawalone chorymi ludźmi a i w aptekach oblegają lady. Mimo przyjmowania licznych leków :  - antybiotyk - bo angina i zatoki,  - rozgrzewacze typu Fervex, Vicks, bo mnie telepie i z nosa cieknie, - Rutinoscorbin, bo szybciej ma przejść katar i podnieść odporność; - osłona do a...

Moje zęby

Dbam o zęby od małego, kilka razy dziennie myję, stosuję woskowane nici dentystyczne, płyny przeciwbakteryjne do jamy ustnej. Przynajmniej raz w roku chodzę na wizyty kontrolne, ostatnio z pół roku temu plombowałam 2 zęby. Chociaż od jakiegoś czasu odczuwałam, że coś się z nimi dzieje. Wymyśliłam sobie, że pójdę do innej, młodej, ambitnej pani doktor. Okazało się, że wszystko na nic... Przed wizytą miałam nakazane wykonanie zdjęcia panoramicznego mojej osobistej szczęki, co też pilnie uczyniłam. Wreszcie nadszedł ten dzień. Dzień wizyty.  Na wejściu uśmiechnięta przez cały czas pani dentystka obejrzała sobie klisze z moim rentgenowskim uśmiechem. I wydała na wstępie diagnozę. Górna piątka z dolną szóstką, do zrobienia, bo jest uszczerbek, nie wiadomo co z lewą szóstką, poza tym widzę, że pani nie używa nici dentystycznych! Pierwszy raz wtedy na mnie spojrzała. - I to wszystko pani ze zdjęcia wyczytała? zapytałam ze zdumieniem.  Potem jak już leżałam (dosłown...

Nałogi i hazard.

Uwielbiam rogale. Drożdżowe, maślane, z ciasta francuskiego, croissonty, nadziewane i bez nadzienia. Kiedyś Ktoś mi niemal co drugi dzień do byłej pracy donosił rogale na drugie śniadanie :). Do kawy lub herbaty idealne, wprawdzie to niedietetyczne i ciut kaloryczne ale cóż - smaczne. W nowej pracy zaangażowałam w to Dżordża, w sumie to sam się niechcący zaangażował. Gdy kiedyś miał wyjść do miasta rozmienić pieniądze nieopatrznie zapytał czy mi coś po drodze nie przynieść "prywatnie" - jak to ujął. "No jakbyś znalazł gdzieś rogala to chętnie". I przyniósł całą torebkę nadziewanych. I się zaczęło, teraz sobie podjadamy od czasu do czasu. I zapoczątkowałam nałóg pierwszy. W zeszłym tygodniu Dżordż dostał polecenie od szefa, żeby mu kupił rogale, bo zapomniał śniadania. A ostatnio, wychodzi szef, ręce w kieszeni, przeszedł raz, rozglądnął się po ladzie, zawrócił i do Dżordża: - emm po drobne nie idziesz? - No mogę pójść. - To może coś do kawy czy tam herbat...

Ubezpieczenie na życie.

Być może z apteką ma to niewiele wspólnego, aleeeee chcę się podzielić pewną rozmową jaką udało mi się przeprowadzić z biurem obsługi mojego operatora. Od jakichś 3 dni dobija się do mnie tajemniczy numer na komórkę. Z reguły oddzwaniam jeśli nie uda mi się odebrać ale tym razem czuję, że to jakaś nowa promocja. I zgadza się. Odebrałam wczoraj przy śniadaniu, gdy miałam chwilę czasu na rozmowę. Słyszę miły damski głos, wolałabym męski ale cóż... Pani z call center od mojego osobistego kilkuletniego ( z reguły jestem wierna) operatora oferuje mi fantastyczne ubezpieczenie na życie. W razie wypadku śmiertelnego, rany ciętej, kłutej, wypadku drogowego, zawału serca...etc. Hmm to już ubezpieczacie od wypadku podczas telefonicznej rozmowy czy jak? Myślę sobie. - Ubezpieczamy na życie dla rodziny, dzieci, współmałżonka w razie pani śmierci.- odpowiada uprzejmie pani. - Dziękuję za troskę ale wie pani, ja nie zamierzam na razie umierać, proszę mi i mojej rodzinie tak źle nie życzyć. ...

Nowomowa

Pacjenci często mają problem z wymówieniem, zapamiętaniem czy powtórzeniem nazw leków. Fakt czasami nazwy są skomplikowane, długie i obcobrzmiące. I tu się pojawia oczywiście pytanie: jakby tu sobie ułatwić życie z czymś o nazwie np.: Clotrimazolum, Aviomarin, Tinctura Gingko Bilobae , i innymi cudami medycyny. Do sformułowań typu proszę o te żółte tabletki, różowe, takie malutkie kapsułeczki , takie te zieloniutkie - my aptekarze już się przyzwyczailiśmy. Ale niektóre hasła w dalszym ciągu wzbudzają zdumienie, zaniemówienie lub śmiech. Aviomarin to avemaryja, Apap to apat, Ibuprom - imbuprom, Dziś poznałam coś nowego... Starsza pani, z trwałą ondulacją bielutkich włosów, elegancka, wyprostowana, szczupła wiek uwaga!!! - 95 lat. Z niemieckim akcentem mówi do mnie: - "jeszcze kingkonga na pamięć." Najpierw mnie zamurowało, uśmiechnęłam się lekko, bo domyśliłam się, że chodzi o Tinctura Ginkgo. Ale tak fajnie to zabrzmiało, że poszłam do szefa, który met...

Zagadka

Obsługuję starszą panią. Bardzo drobiazgowo wypytuje mnie o każdy lek - w myśl zasady: "w razie wątpliwości skonsultuj się z farmaceutą". Po to właśnie są aptekarze. :) Czuję na sobie spojrzenie kolejnego pacjenta ale nie mam czasu spojrzeć w jego stronę. Pani skończyła, powoli się zbiera a ja słyszę radosne: - Cześć, poznajesz mnie? Patrzę w stronę młodego blondyna, który ze śmiechu mruży oczy. - Wojtek - kolega z podwórka, kilka lat młodszy. Zmężniał ale uśmiech ten sam. - No, poznałaś! Ja Ciebie też od razu poznałem, nic się nie zmieniłaś! Chwilę gadki, na którą za bardzo nie ma czasu, bo inni czekają. Tuż za nim kolejny facet, widać ze zniecierpliwieniem już napiera: - A my to się chyba znamy z ogólniaka, no nie? Przenoszę wzrok z jednego blondyna na drugiego, ciut starszego... - Piotrek? O, ale niespodzianka, ledwo Cię poznałam. - No, od matury to już 15 lat minęło. Ciebie też dopiero poznałem po głosie. I tu zagadka. Zmieniłam się czy nie ? ...

Kapsułki

- Proszę panią ten lek jest chyba oszukany. Pacjent, pan Klaus wyciąga opakowanie leku, a następnie wyciska z blistra po jednej kapsułce i mi pokazuje, że  jest ona do połowy pełna - "a nie w całości." - Ale pan wysypuje ten proszek z kapsułki? - No tak czasami. - Ale po co, że się tak zapytam?  - No, żeby sprawdzić czy jest równo - mówi naciskając kolejną kapsułkę, którą wyciągnął z blistra. Patrzyłam na to z niedowierzaniem.  - Wie pan co, każda kapsułka ma taką dawkę leku jaką trzeba. Jest to pakowane fabrycznie. Wszystko jest odmierzone maszynowo, a to że w kapsułka nie jest idealnie zapełniona to nie znaczy, że jest za mało. - Ale ostatnio była pełna. - Każda seria jest sprawdzana zanim wyjedzie do sprzedaży. (No nie mam już innych argumentów.) Wychodzi szef. Patrzy na pacjenta i pada to jego mrukowate: "o co chodzi?" - Pan mówi, że ma za mało leku w kapsułce. - Jak za mało? To reklamacja do producenta, przecież my tego nie robimy. Oni to kontroluj...

Apteczka w góry. (4)

Długi weekend miałam "pod górę." Wyjazd w Tatry zawsze dodaje mi energii aż miło!. Wakacje coraz bliżej, przypominam o zabraniu apteczki pierwszej pomocy. A co apteczka górska powinna zawierać? Już odpowiadam: opaskę uciskową, na 5, 10 lub 12 cm szerokości - w razie kontuzji kolana, stopy; zestaw plastrów, oczywiście na otarcia przy długim chodzeniu lub nieschodzonych butach; multiwitaminę przy wyczerpującym wysiłku na dalekich trasach; środek przeciwbólowy; maść lub żel przeciwbólowy, przeciwzapalny- np.: na naciągnięte mięśnie i ściegna;  coś na biegunkę , w razie gdybyśmy pili wodę ze strumienia - różnie to bywa; krem z filtrem na twarz, jeśli idziemy wysoko i koniecznie jakieś okrycie na głowę; coś słodkiego na niedocukrzenie po wysiłkowe, wodę mineralną! Przy pierwszej pomocy to tyle. A oprócz tego trzeba by w te góry zabrać: siłę i kondycję, odpowiednie buty z dobrą podeszwą, porządne grube skarpety, dobry humor, fajnych ludzi, mapę, pelerynę prz...

Tulipanoza...

 - Da mi pani coś na tulipanoze? Młody facet, ciągnący za sobą żonę z małym dzieckiem, wchodzi pewnym krokiem, z takim oto pytaniem na ustach. Na dzień dobry. - A co to jest tulipanoza? Bo ja nie wiem... - Przyznałam się pacjentowi lekko zaniepokojona tą niewiedzą na temat być może bardzo poważnej choroby, która jegomościa dotknęła. Pomyślałam po cichu: "jakaś nowa choroba weneryczna czy co??" ( Nie wiem dlaczego tak mi się skojarzyło... ;)) - No uczulenie na tulipany. - Odpowiada on patrząc na mnie. Dziewczyna prychnęła, uśmiechając się pod nosem. - Hm, nie słyszałam o tulipanozie szczerze mówiąc. Mogę panu dać coś ogólnie przeciw uczuleniom. Tabletki na alergię, maść jeśli ma pan wysypkę. - Ja nie mam jeszcze nic ale koleżanki, co pracują przy tulipanach mówiły, żeby coś wziąść. Ale niee, to jak pani nie wie co to jest, to niech pani nic nie daje. Najwyżej się dopytam. Główkowałam nad tą tulipanozą, to mnie facet zaskoczył! Wszedł szef. Zapytam może on mądrz...

To na pe i to na pe.

Wchodzi uśmiechnięty od ucha do ucha starszy pan i ze śląskim akcentem woła: - Przyszedłem po wczorajsze leki. - Aa to pan Piórko!? Recepta z poprzedniego dnia, częściowo zrealizowana, miał odebrać tylko 1 lek, którego brakowało. - Tak. To ja!. Zadowolona z siebie, że pamiętam nazwisko, wsadziłam lek do siateczki. Pan podziękował. Zapłacił. Wyszedł. Mijają tak ze dwie godziny. Wpada pan Piórko z siateczką z lekiem, który mu dałam. Czerwony na twarzy, zdyszany. - Pani kochana chyba zaszła pomyłka. To nie mój lek! - Jak to? Pan Piórko tak? - Piewko! - Jak to Piewko? - Przecież pytałam czy Piórko!? - Pani ja przygłuchy jestem, zapytała pani coś na "pe" to powiedziałem, że to ja. - No masz ci los, coś takiego. Ale pan widział jak wkładałam lek do siatki przecież. - Oj tam widział. Rozpakowuje w domu, patrzę, a to nie moje! Sytuacja komiczna, chociaż pod względem aptekarskim to śmieszne być nie powinno... Dwa podobnie brzmiące nazwiska, różne leki i akuratnie ob...

Sobowtór.

- Czekasz na mutrę, ołmę? Starszy pan z laską, niepełnym uzębieniem, podchodzi do ławki na której siedzę i mnie dopytuje. - Ja? Czekam, aż aptekę otworzą. - A do aptyki? joł tyż. Bo chcał zapytać o leki. - Niech pan pokaże, to panu powiem. - Pokazał kartkę z lekami ja mu odpowiedziałam na pytania. Zbaraniał i mówi:  - To ty soł znasz? - No muszę, bo tu pracuję. Zaniemówił, otworzył szeroko oczy, na to nadszedł szef. - Chyba mam sobowtóra. Powiedziałam na głos i zaprosiłam pana starszego do apteki. Już zrozumiał... Przypominało mi się, że kiedyś już w poprzedniej pracy pacjent też mi wmawiał, że śpiewałam w chórze kościelnym na mszy odpustowej w osiedlowym kościele. - Bardzo ładnie pani śpiewa! Na dzień dobry pacjent komplementuje. - Ja to proszę pana śpiewam czasem, owszem ale pod prysznicem lub w aucie jak nikt nie słucha. - E, no widziałem panią na wczorajszej mszy z tym chórem, co do nas gościnnie przyjechał. Od razu pomyślałem, że pójdę i pog...

Jaszczurka...

Obsługuję dziś mamuśkę z małym brzdącem.  Dziecię ma mniej niż roczek, siedzi sobie u mamy pod pachą, najpierw patrzy dużymi oczami na panią w okularach (czyli mnie). Potem zaciekawiło go coś innego pod ścianą. Tak się wiercił, że mało matce z rąk nie wypadł. Okazało się, że dojrzał małą jaszczurkę, która cichaczem skradała się wzdłuż ściany. I zaczęła się akcja łapania. Dżordż poszedł po ekwipunek, jak zobaczyłam co przyniósł, to zdążyłam krzyknąć: - "tylko jej nie zabijaj!" Dzierżył dzielnie kwadratową szuflę metalową wielkości ekranu od komputera i miotłę, sam ma 1,80 wzrostu. Jeszcze mu brakowało kombinezonu ochronnego. Szedł dzielnie na to małe, niewinne stworzonko, jak co najmniej na jakiegoś warana. - Nie będę jej zabijał, no co ty! - No! Bo już myślałam...Tak się na nią szykujesz. - Uważaj bo idzie do ciebie za ladę. Zwiała mi pod szafki. Przeszła sobie na kable od komputera, pod moje nogi. - Tylko mi nie piszcz! - mówi zamierzając się na nią...

Sztuczna szczęka.

Dzień się zaczyna. Zaanonsował się starszy mężczyzna podając recepty. Wyłożyłam leki na ladę, podliczyłam, spojrzałam na pana z pytaniem - "czy to wszystko?" . W tym momencie, on szybciutko zgrabnym ruchem, prosto z ręki włożył sobie natychmiast - przyłapany na gorącym uczynku - do ust sztuczną szczękę...! "Tak." - Odpowiedział poprawiając sobie w międzyczasie językiem "trzecie zęby". Ja spuściłam wzrok, kąciki ust mi zadrżały od śmiechu, który starałam się opanować, stojący obok Dżordż parsknął cicho, udawałam, że tego nie widzę ani nie słyszę. Twarz pokerzystki... Podałam kwotę do zapłaty, prosząc jednocześnie o drobne. Na to pacjent do mnie: "ja pani zaraz coś pokażę..." "A cóż to mi pan chce jeszcze pokazać?" wyrwało mi się na głos niejednoznacznie, bo ta szczęka nie schodziła mi z głowy...Może mnie jeszcze czymś zaskoczy. Kolega zaczął się trząść ze śmiechu. Na szczęście, pan pokazał mi tylko portfel, żebym sobie drobne...

Zmiany wiosenne.

I czeka mnie rozmowa o umowę o pracę.  Pierwsze dni za mną. Dojeżdżam do pobliskiego miasteczka.  Koleżanka jest na urlopie macierzyńskim i na ten czas będę ją zastępować. Kiedyś pracowałyśmy razem, mało tego, odbywała w mojej - byłej już aptece staż, to było gdzieś z 7 lat temu. Można powiedzieć, że pomagałam jej wtedy wkroczyć w zawód. Zżyłyśmy się i zaprzyjaźniły, bardzo ją polubiłam. I mimo tego, że Aga odeszła do innej pracy, do dziś się przyjaźnimy i utrzymujemy kontakty. A teraz, jak się okazało, przez przypadek ( choć ja twierdzę, że nic się nie dzieje przypadkiem) pracuję chwilowo za Nią. Dziwne to ale życie faktycznie zatacza kręgi...:). Taaak, nowe miejsce, inne miasto, inna okolica i całkiem Inni ludzie. Zmiana otoczenia jest mi baardzo potrzebna. Miejsce pracy. Małe miasteczko, połowa ludności to Polacy, druga połowa to ludzie z niemieckim lub śląskim pochodzeniem. Specyficzna miejscowość. Ale doświadczenie ciekawe. Pacjenci. Ludzie skromn...

The end?

I klops apteka sprzedana. Nowy rozdział. Personel się zwolnił ( ja ) lub dostał wypowiedzenie ( moje kochane koleżanki ). Ekipa trudna do zastąpienia.

Żelazny szpinak.

No i naszło mnie dziś na jakąś przekąskę, a że w lodóweczce świeży szpinak leżał sobie, to mi się go zachciało na patelni z masłem podsmażyć. Spece od kuchennych rewolucji mówią, że szpinak obowiązkowo musi mieć czosnek za towarzysza ale, że niektórym innym specom od lekarstw czosnek szkodzi, to się obyło bez niego. I też była pycha, z dodatkiem odrobiny śmietanki słodkiej, wysokoprocentowej :). Szpinak. Oj, w przedszkolu znienawidzone danie. Teraz uwielbiam i to w każdej postaci. Podsmażony ze śmietanką, szpinak w naleśniku z serem feta lub mozarella, lasagna ze szpinakiem, szpinak z makaronem i sosem serowym, ryba ze szpinakiem, tarta szpinakowa. Takie smaczne szpinakowe przysmaki. Do szpinaku się po prostu dorasta. A czymże się może nam przysłużyć ów liściaste warzywko... Szpinak to głównie źródło żelaza, potasu, witamin z grupy B , witaminy C , E, K ale i beta karotenu, luteiny, kwasu foliowego. Dzięki tym składnikom:  dobrze działa na dziąsła i zęby; ...

Wiosna

Przez te parę dni byłam zajęta korzystaniem z wiosny. Bo słońce, bo się zieleni trawa, bo pierwiosnki, bo pączki na drzewach, młode pędy, baa nawet kwiaty różowe - chyba na drzewkach owocowych (nie znam się dokładnie). Ptaki świergolą już koło 4 rano, pobudkę robią, dzieciaki na boisku, mamuśki z wózkami po parku łażą... A choć dziś brzydko i padaa to i tak był spacer pod żółtym parasolem po kałużach. A dialogi na tę porę roku w aptece przez te ostatnie dwa dni słońca brzmiały tak. Czwartek. Pani nr. 1.: -"E, i wiosna przyszła, proszę paniom. Ale, że tak od razu? Ja to się nie umiem tak od razu przestawić na wiosnę. Mogłoby wolniej." Pacjent numer 2 ( w tym samym dniu)... Aptekarka podekscytowana ciepłym dniem i słońcem za oknem a pacjent: -"Ale czy to dobrze proszę pani? czy to dobrze? ja nie sądzę!. Zimy nie było, zarazki nie wymarły, będzie wszystko chorować. Sucho na polach, plony nie wyjdą. Czy to dobrze?" Piątek. Słońce za oknem, grzeje, temp. d...