Szukaj na tym blogu

środa, maja 28

Dermatol i Kalium manganicum czyli proszki w Apteczce (3)

W domowej apteczce i w wyprawach wakacyjnych zmieszczą się na pewno 2 papierowe torebeczki z proszkami o nazwach: Dermatol i nadmanganian potasu - Kalium manganicum.
Mają formę sypką więc się nie porozlewają w torebkach czy walizkach. Obydwa są dostępne w aptece.

Dermatol to sproszkowana substancja, którą jest (o naukowo brzmiącej nazwie) - zasadowy galusan bizmutu. 

Stosuje się go zewnętrznie na skaleczenia, otarcia, rany i to nawet te krwawiące i ropiejące, gdyż lekko posypane takim proszkiem ładnie się wysuszają. 
  • Działa przeciwzapalnie, przeciwgnilnie, ściągająco,
  • Może być stosowany także przy hemoroidach (czopki: Hemorectal, Procto-hemolan),
  • Leczy wypryski trądzikowe, owrzodzenia, odparzenia, stany zapalne skóry.
Może być dodatkiem do maści, kremów, czopków, mazideł czy zawiesin.

Ale jak to się używa?

Wystarczy posypać niewielką ilością proszku na sączącą się ranę czy miejsce chorobowo zmienione - i już!

O ile Dermatol stosujemy bezpośrednio pod postacią proszku, o tyle nadmanganian potasu należy rozpuścić z wodą i stworzyć roztwór.

Kalium manganicum ma formę kryształków lub tabletek do rozpuszczenia. Kilka takich kryształków lub tabletkę rozpuszcza się w wodzie do uzyskania różowego koloru, kolor zależy do stężenia: im jaśniejszy kolor tym słabszy procentowo roztwór.

Tak sporządzony roztwór:
  • przyspiesza gojenie ran, oparzenia, 
  • działa przeciwgrzybiczo, pierwotniakobójczo;
  • hamuje zmiany trądzikowe;
  • można stosować do podmywania narządów płciowych przy stanach zapalnych (płyny do higieny intymnej );
  • do odkażania rąk;
  • u niemowląt stosuje się do przemywania pępka, żeby się szybciej zagoił. 
  • czasami (choć tu zdania lekarzy są podzielone) stosuję się kąpiel z dodatkiem kryształków nadmanganianu potasu przy ospie.
Jak zrobić roztwór z nadmanganianem potasu?

1 tabletkę kalium manganicum wrzucamy do szklanki (200 ml.) przegotowanej wody i otrzymujemy roztwór mocno różowy - ok 0.05% roztwór.

1 tabletka w 2 szklankach wody (400 ml.) to 0.025% roztwór.


Z kryształkami jest ciut inaczej, można sporządzić roztwór tzw.: "na oko" - po prostu kilka kryształków wrzucamy do wody aby uzyskać mniej lub bardziej różowy kolor.

Mniej stężony roztwór - blado różowy możemy stosować do płukania jamy ustnej i gardła.

Te dwie substancje stosujemy tylko zewnętrznie.

Kiedyś spotkałam się w aptece z takim pytaniem "czy macie kali pomagali?" (chodziło oczywiście o kalium manganicum).:)

aptekareczka

piątek, maja 23

Sobowtór.

- Czekasz na mutrę, ołmę? Starszy pan z laską, niepełnym uzębieniem, podchodzi do ławki na której siedzę i mnie dopytuje.
- Ja? Czekam, aż aptekę otworzą.
- A do aptyki? joł tyż. Bo chcał zapytać o leki.
- Niech pan pokaże, to panu powiem.
- Pokazał kartkę z lekami ja mu odpowiedziałam na pytania.
Zbaraniał i mówi: 
- To ty soł znasz?
- No muszę, bo tu pracuję.
Zaniemówił, otworzył szeroko oczy, na to nadszedł szef.
- Chyba mam sobowtóra. Powiedziałam na głos i zaprosiłam pana starszego do apteki.
Już zrozumiał...

Przypominało mi się, że kiedyś już w poprzedniej pracy pacjent też mi wmawiał, że śpiewałam w chórze kościelnym na mszy odpustowej w osiedlowym kościele.
- Bardzo ładnie pani śpiewa! Na dzień dobry pacjent komplementuje.
- Ja to proszę pana śpiewam czasem, owszem ale pod prysznicem lub w aucie jak nikt nie słucha.
- E, no widziałem panią na wczorajszej mszy z tym chórem, co do nas gościnnie przyjechał. Od razu pomyślałem, że pójdę i pogratuluje naszej pani z apteki występu.
- To muszę pana rozczarować.
- A może siostrę pani ma?!
- Nie mam siostry, może to mój sobowtór?
- No rękę dałbym sobie uciąć, że to pani!


:)
aptekareczka

środa, maja 21

Jodyna i płyn Lugola. Apteczka pierwszej pomocy (2).

Jodyna

Jednym z najstarszych leków odkażających jest Jodyna.
Ciemnobrunatna ciecz, sprzedawana w małych, szklanych, ciemnych buteleczkach.
To 3% SPIRYTUSOWY roztwór jodu z jodkiem potasu. Kiedyś wykonywano go w aptekach w recepturze, teraz jest produkowany już przemysłowo.
1. Zabójczo działa na bakterie, grzyby, wirusy.

2. Dezynfekuje zranienia i otarcia, ale nie można stosować jodyny na otwarte rany (np.: cięte).

3. Może być stosowana do walki z trądzikiem.

Kiedyś stosowano jodynę w gabinetach kosmetycznych, rozcieńczano ją z wodą i takim roztworem przemywano twarz. Skóra była dezynfekowana i przez to zmniejszała objawy trądziku. Ciekawostką jest to, że równomiernie nałożony na skórę, roztwór z jodyną nadaje opalony odcień - co panie wykorzystywały kiedyś zamiast samoopalaczy.
Wadą jest to, że może zabarwiać skórę na brudnawy, żółtawo - pomarańczowy  kolor i pozostawia smugi
Ponadto jod wchłania się do organizmu i może uczulać, a jego nadmiar prowadzi do nadczynności tarczycy!

4. Jodyna służy też do odkażenia wody np.: w krajach o gorącym klimacie;

Płyn Lugola 
Płyn Lugola z kolei to 1% WODNY roztwór jodu z jodkiem potasu.

Po 1986 roku i wybuchu elektrowni jądrowej w Czarnobylu większość osób z urodzonych przed tymże rokiem - miała do czynienia z tym preparatem. Podawany wówczas płyn Lugola miał zabezpieczyć nasz organizm przed nadmiarem szkodliwego radioaktywnego jodu.

Stosuje się go podobnie jak jodynę do przemywania powierzchownych ran i otarć, przy czym najlepiej przemyć ranę nasączonym płynem wacikiem. 
Nie za bardzo nadaje się do ran głębokich ani oparzeń - są na to lepsze środki (o nich napiszę innym razem).

Na dzień dzisiejszy roztwory jodu używa się głównie zewnętrznie, co zresztą jest zaznaczone na etykietach. 
Mimo, że kiedyś stosowano je także przy niedoborach jodu. Teraz są na to nowsze leki, które stosuje się pod kontrolą lekarza.

Zauważyłam, że są osoby - głównie ze starszego pokolenia - stosujące od czasu do czasu rozcieńczony płyn Lugola do płukania bolącego gardła.

Kilka kropel płynu rozcieńcza się w 100 ml wody i kilka razy dziennie płucze gardło.

aptekareczka

czwartek, maja 15

Woda utleniona. Apteczka pierwszej pomocy (1)

Upadkom, skaleczeniom, poparzeniom, zadraśnięciom, przecięciom, odparzeniom, zadrapaniom oddam tutaj pole do popisu. A co!
Tuż przed wakacjami przypomnę o lekach pierwszej potrzeby.
Zatem, coś do odkażania natychmiast. 

Podstawowy, stary lek a i teraz w XXI wieku jest powszechny: woda utleniona, czyli 3% roztwór nadtlenku wodoru (perhydrolu):
  • niszczy bakterie beztlenowe;
  • pobudza gojenie i ziarninowanie ran;
  • niszczy także bakterie w wodzie pitnej;
Dzięki niej bakterie nie przedostają się przez uszkodzoną skórę.
Owszem może i trochę piecze ale to na skutek reakcji niszczenia bakterii i uwalniania pęcherzyków tlenu, które penetrują przez uszkodzoną skórę.

Wadą jest to, że może powodować odparzenia, ale na niewielkie otarcia i rany powierzchowne: typu płytkie przecięcie skóry, na pierwszy rzut dezynfekcji w domowej apteczce można spokojnie stosować nierozcieńczony roztwór.

Obecnie jest dostępna też postać żelu (Peroxygel) lub aerozolu. Kiedyś były tabletki o nazwie Pertlenon ale póki co, brak ich w produkcji.
Wodę utlenioną stosuje się też jako środek dezynfekcyjny przy stanach zapalnych przyzębia, bo niszczy właśnie bakterie beztlenowe powodujące często opuchlizny.

Można rozcieńczyć wodę utlenioną (1 łyżeczkę wody utlenionej w szklance wody czystej) i płukać jamę ustną. Ale uwaga, nierozcieńczona może poparzyć delikatną skórę.

Ciekawostką jest to, że woda utleniona ma silne właściwości bakteriobójcze w odkażaniu zanieczyszczenia wody pitnej.

Łyżka wody utlenionej na szklankę wody pitnej pozwala na to, by w ekstremalnych warunkach (tj. egzotyczne podróże, zagrożenie życia) móc się napić wody niewiadomego pochodzenia.








aptekareczka

wtorek, maja 13

Jaszczurka...

Obsługuję dziś mamuśkę z małym brzdącem. 
Dziecię ma mniej niż roczek, siedzi sobie u mamy pod pachą, najpierw patrzy dużymi oczami na panią w okularach (czyli mnie). Potem zaciekawiło go coś innego pod ścianą. Tak się wiercił, że mało matce z rąk nie wypadł.
Okazało się, że dojrzał małą jaszczurkę, która cichaczem skradała się wzdłuż ściany.
I zaczęła się akcja łapania.

Dżordż poszedł po ekwipunek, jak zobaczyłam co przyniósł, to zdążyłam krzyknąć: - "tylko jej nie zabijaj!" Dzierżył dzielnie kwadratową szuflę metalową wielkości ekranu od komputera i miotłę, sam ma 1,80 wzrostu. Jeszcze mu brakowało kombinezonu ochronnego. Szedł dzielnie na to małe, niewinne stworzonko, jak co najmniej na jakiegoś warana.
- Nie będę jej zabijał, no co ty!
- No! Bo już myślałam...Tak się na nią szykujesz.
- Uważaj bo idzie do ciebie za ladę. Zwiała mi pod szafki.

Przeszła sobie na kable od komputera, pod moje nogi.
- Tylko mi nie piszcz! - mówi zamierzając się na nią z tym żelastwem.
- Przecież nie piszcze.
- Mówie do jaszczurki - powiedział klęcząc pod ladą, tłukąc się metalem i usiłując zmieść jaszczurkę. - Ale, że ty się nie boisz? Aga to by tu dawno krzyczała i biegała po aptece.

Na to zamieszanie wyszedł ze swojej jaskini boss. 
- Co tu się dzieje? Naprawdę jest jaszczurka? Gdzie? To czemu jej nie weźmiesz do ręki, przecież cie nie ugryzie! I cap, chwycił ją za ogon, położył Dżordżowi na łopatę i kazał wynieść na trawę. 
Dżordż trzymał ją na metr od siebie, gadając pod nosem: "nie panikuj, spokojnie" (tylko nie wiem czy to do jaszczurki czy do siebie czasem nie mówił :)). 



aptekareczka

poniedziałek, maja 12

Sztuczna szczęka.

Dzień się zaczyna. Zaanonsował się starszy mężczyzna podając recepty.
Wyłożyłam leki na ladę, podliczyłam, spojrzałam na pana z pytaniem - "czy to wszystko?".
W tym momencie, on szybciutko zgrabnym ruchem, prosto z ręki włożył sobie natychmiast - przyłapany na gorącym uczynku - do ust sztuczną szczękę...!

"Tak." - Odpowiedział poprawiając sobie w międzyczasie językiem "trzecie zęby".
Ja spuściłam wzrok, kąciki ust mi zadrżały od śmiechu, który starałam się opanować, stojący obok Dżordż parsknął cicho, udawałam, że tego nie widzę ani nie słyszę.
Twarz pokerzystki...
Podałam kwotę do zapłaty, prosząc jednocześnie o drobne. Na to pacjent do mnie: "ja pani zaraz coś pokażę..."
"A cóż to mi pan chce jeszcze pokazać?" wyrwało mi się na głos niejednoznacznie, bo ta szczęka nie schodziła mi z głowy...Może mnie jeszcze czymś zaskoczy.
Kolega zaczął się trząść ze śmiechu.
Na szczęście, pan pokazał mi tylko portfel, żebym sobie drobne wyciągnęła.

Żeś ty to wytrzymała bez obrzydzenia? Zapytał Dżordż.
Zaśmiałam się. Trzeba być na wszystko przygotowanym w tym zawodzie :).


czwartek, maja 8

Zmiany wiosenne.

I czeka mnie rozmowa o umowę o pracę. 
Pierwsze dni za mną.

Dojeżdżam do pobliskiego miasteczka. 
Koleżanka jest na urlopie macierzyńskim i na ten czas będę ją zastępować.
Kiedyś pracowałyśmy razem, mało tego, odbywała w mojej - byłej już aptece staż, to było gdzieś z 7 lat temu. Można powiedzieć, że pomagałam jej wtedy wkroczyć w zawód. Zżyłyśmy się i zaprzyjaźniły, bardzo ją polubiłam. I mimo tego, że Aga odeszła do innej pracy, do dziś się przyjaźnimy i utrzymujemy kontakty.
A teraz, jak się okazało, przez przypadek ( choć ja twierdzę, że nic się nie dzieje przypadkiem) pracuję chwilowo za Nią. Dziwne to ale życie faktycznie zatacza kręgi...:).

Taaak, nowe miejsce, inne miasto, inna okolica i całkiem Inni ludzie.
Zmiana otoczenia jest mi baardzo potrzebna.

Miejsce pracy.
Małe miasteczko, połowa ludności to Polacy, druga połowa to ludzie z niemieckim lub śląskim pochodzeniem. Specyficzna miejscowość.
Ale doświadczenie ciekawe.
Pacjenci.
Ludzie skromni, hardzi, pracowici, mają poczucie humoru, ale nie są wylewni. Zaczynają godoć, kiedy się ciut oswoją, za to bardzo rodzinni, dbający o swojskość, patrioci lokalni. Wiedzą wszystko, co u kogo się dzieje ale nie na zasadzie plotkowania - tyle z ciekawości o swej miejscowości i swojakach. 
Już po paru dniach, niemal wszyscy wiedzieli: skąd jestem, kto jestem. A, że zastępuję ich Agnyszkę, to wydawać by się mogło, wiedzieli już chyba przede mną... Będą się powoooli przyzwyczajać ale już kilka razy usłyszałam, że "też jestem uśmiechnięta i sympatyczna. A jeszcze niedługo to zacznę po ślołsku godoć, jeruna!"

Szef.
Niewysoki facet, trochę wyższy ode mnie, małomówny, niezaczepiony rzadko się odezwie a już na pewnoo mało towarzysko. Sprawy zawodowe omawia krótkimi zdaniami, najczęściej idąc, nie patrząc na rozmówcę a najmniej w oczy. Najlepiej to w ogóle się Go nie dopytywać za dużo - tylko robić swoje.

I taki orzeszek :).
Jest też i pomoc apteczna - to Dżordż. I to jest dopiero postać! :)

Wniosek. 
Jak przez 10 lat pracowałam w 1 - słownie JEDNEJ aptece (pomijając parę dyżurów w obcej) - tak teraz zmieniam apteki jak rękawiczki. Już od stycznia zdążyłam być w dwóch.
A w każdej aptece inne reguły, prawidła, zasady panujące, różni szefowie i współpracownicy, o pacjentach nie zapominając.
Karuzela, istna karuzela...


I coraz częściej mi po głowie chodzi myśl, że najlepiej to być szefem samemu sobie...

aptekareczka,
na nowym zapleczu...
:)

poniedziałek, maja 5

The end?

I klops apteka sprzedana.
Nowy rozdział.
Personel się zwolnił ( ja ) lub dostał wypowiedzenie ( moje kochane koleżanki ).
Ekipa trudna do zastąpienia.