niedziela, września 29

Co mają w sobie grzyby? Grzybobranie.

Las.
Zieleń, spokój, cisza, zwierzyna gdzieś zza krzaka czmychnie lub się przyjrzy, ptaszek zaćwierkoli i z dziupli wyjrzy.
Gdy nadarzyła się okazja pt.: "jedziemy na grzyby", wskoczyłam w fioletowe gumaczki wyjściowe, wzięłam koszyczek i niczym czarny kapturek pognałam do lasu. Na głowie czapeczka, przeciwdeszczowa kurteczka, scyzoryk w kieszeni i żaden wilk mi nie podskoczy!

Wynik może i nie był zachwycający. Bo nazbierałam kilkanaście podgrzybków i trochę opieniek, ot tak, coby na sosik wystarczyło :). Pora była późna (po 16:00), deszczowa, w lesie mgła. Ale co tam powtórzyć taką wyprawę zawsze można.
Tymczasem.
Sosik zrobiony i zjedzony. Pychota.

Tak było w zeszłym roku:

Ale na co właściwie nam te grzyby?

Ostatnio w radio i tv ciągle słyszę o zatruciach muchomorami a przy tym u dzieci.
I tak na zdrowy rozum, po co małym dzieciom dawać grzyby, które nie dość, że ciężkostrawne, to w dodatku nie mają dla nich zbytnich wartości odżywczych? Przy drogach pochłaniają ołów, spaliny niczym gąbka.
Mimo walorów smakowych, które bardzo mi odpowiadają, w zasadzie małym dzieciom to chyba aż tak bardzo do życia nie są potrzebne. Do rozważenia...


 A grzyby:

- pełnią dużą rolę w równowadze ekologicznej; biorą udział w rozkładzie martwych szczątków organicznych;
- jest ich około 60 000 znanych gatunków;
- niektóre mają właściwości poprawiające odporność np.: boczniaki; (Imunoglukan, syrop dla dzieci od 3 r.ż)
- modne teraz w Polsce: shiitake, maiitake, wg wierzeń chińskich zapewniają nieśmiertelność,
- ponadto grzyby ogólnie zawierają śladowe ilości minerałów (do 1%), w tym: potas, mangan, fosfor, siarka  i witaminy, gł. B1, B2, PP, E, K
- głównie zawierają wodę do 80%, nieco białka ok 9%,
- są niskokaloryczne.

smacznego grzybożercom
aptekareczka

piątek, września 27

Święto aptekarstwa, co nieco historii.

Wczoraj 26 września imieniny Damiana i Kosmy patronów aptekarzy i lekarzy.

Świętowaliśmy dzień aptekarzy. Były chipsy paprykowe i solone - zamiast ciasta ;), oryginalnie nie?
Gdzie to świętowanie sprzed lat...ciacho, kawa, czasem nawet jakaś naleweczka. Ech... :)

I tak szczerze się przyznam, że długi czas nie wiedziałam kto to byli ten Damian i Kosma.
Byli to bracia bliźniacy, którzy wyuczyli się na lekarzy. Całkowicie oddani byli leczeniu chorych a słynęli z tego, że nie pobierali opłat. Warto pamiętać, że w dawnych czasach lekarze jednocześnie leczyli ale i wykonywali leki, które stosowali potem w leczeniu.

Ogromny wkład w wyodrębnienie farmacji od medycyny mają Arabowie.
W VIII wieku zaczęły powstawać pierwsze apteki przy szpitalach, prowadzone jeszcze przez lekarzy specjalizujących się w sporządzaniu leków.

Lekarz to tabib, aptekarz - ator, a jeszcze inaczej szandalan (od drewna sandałowego sprzedawanego w aptekach arabskich).


W tamtym okresie dysponowano już ok. 2000 środków leczniczych. Coraz bardziej skomplikowane i nowe receptury sprawiły, że wytwarzaniem leków zaczęli się zajmować nie lekarze, a właśnie aptekarze.

Sprzedaż środków leczniczych sięga jednak już czasów starożytnej Grecji w kramach ulicznych, potem zaczęto się tym zajmować także przy klasztorach.

W okolicach XIII wieku apteki uznano za publiczne placówki sanitarne, z wykonywaniem lekarstw za opłatą przez specjalistów. Ówcześni farmaceuci składali przysięgę, że będą przygotowywać leki 

"wiernie wg przepisu sztuki i ludzkich zdolności
 w obecności zaprzysiężonych mężów. 
Jeśliby inaczej robili, 
mają być ukarani konfiskatą całego swojego majątku ruchomego."

Teraz coraz mniej się wykonuje leków, bo są już gotowe. Zanika magia i alchemia tego zawodu, chociaż dla mnie osobiście to było chyba najciekawsze: jak powstają te cuda, które tak wiele znaczą dla naszego zdrowia i życia? i że ja też je mogę osobiście przygotować według ściśle opisanej przez lekarza receptury.
Fajne to było, choć powoli sięga do lamusa  :)

Medycyna i technologia idą na szczęście do przodu
i teraz głównym zajęciem aptekarza jest sprzedaż leków, rzadziej ich wykonywanie.



aptekarczka

środa, września 25

Aptekarka po godzinach...

Hmm. Ostatnio nie mogę doczytać żadnej książki za którą się zabieram. Po kilku stronach odkładam, zaczynam drugą i tak już mam minimum 3 zaczęte i ani jednej skończonej.
Zastanawiam się po cichu: albo poziom piśmiennictwa spadł, albo ja nie mogę się skupić. Zaczynam się bać, że mogę popaść w jednostkę chorobową, zwaną "analfabetyzmem wtórnym." A na to lekarstwa już nie znam. 

Mało tego zauważyłam, że teraz każdy jest pisarzem. Tak zresztą jak i blogowcem ;). Moda na pisanie, na blogowanie - tylko czytać nie ma komu. Paradoks... Myślę sobie przy tym, że wiele mamy do powiedzenia i pokazania. Ale to jest też taki fajny rodzaj ekshibicjonizmu. Być może świadczy to o tym, że coraz mniej mamy kompleksów, coraz bardziej chcemy się chwalić, uzewnętrzniać. I to jest świetne. Twittery, fejsbooki, jutuby, inne serwery. Każdy coś dla siebie znajdzie.

Zaczęłyśmy w pracy dyskusje na ten temat, tzn. na temat poziomu czytelnictwa i piśmiennictwa naszego narodu, jakie to mamy bestsellery na rynku, co tam ostatnio przeczytałyśmy. Nawet pacjentka, pani Władzia się dołączyła. Zrodziła się ciekawa rozmowa i w jej trakcie szefowa poleciła mi, (ba!! nawet pożyczyła) książkę: "Sprawa Colliniego"- Ferdinanda von Schiracha.
Powiem szczerze, przeczytałam ją w 3 godziny, wyłączając wszystko, co mogłoby zakłócać ciszę.
Oparta na faktach, w której autor - prawnik - wartko i bardzo płynnym językiem opisuje proces
o morderstwo. Wtopiona w to historia zbrodni hitlerowskich, ciekawe i obiektywne spojrzenie na ludzkie życie. Bez zbędnego oceniania. Polecam.

"Ludzie nie są czarni ani biali, są szarzy." Cytat z książki. 


Szara aptekareczka :)

wtorek, września 24

Zakrzepica. Czas na nogi.

Co to takiego zakrzepica?

Zakrzepica dotyczy zapalenia żył głębokich: podkolanowej, udowej lub biodrowej.
Objawia się m.in.: bólem podczas chodzenia, obrzękiem, sinawym zabarwieniem skóry. Zakrzepica może prowadzić do zatoru płuc*. Dochodzi do niej przy tworzeniu się skrzepu przy zbyt wolnym przepływie krwi przez naczynia.
Sprzyja jej nadwaga, niewydolność serca i płuc, nowotwory, unieruchomienie kończyny (np. przez gips po złamaniu), żylaki nóg.

Nogi nasze noszą całe życie duuży ciężar. Trzeba o nie dbać czule. Stojąca, kilkugodzinna praca, taka jak m.in aptekarki, lub siedząca praca np.: kierowca TIRa,  informatyka, czy kasjera, kiedy nie mamy zbytnio urozmaiconego ruchu może powodować zaburzenia krążenia kończyn dolnych, w skrócie: choroby żył.

Objawy to:
- ciężkość nóg,
- bóle,
- opuchlizny,
- tzw. pajączki, popękane naczynka,
- żylaki,
- zakrzepica żył - jako groźny już efekt końcowy.

Żyły transportują krew z kończyn do serca i co ciekawe, to wbrew prawu grawitacji!! (Zawsze powtarzam, że organizm człowieka to cud natury).
W żyłach znajdują się zastawki, które umożliwiają przepływ krwi tylko w jednym kierunku: do serca właśnie. Do swej pracy potrzebują też siły mięśni, wtedy to całość działa idealnie.

Gdy za długo siedzimy lub stoimy w jednej pozycji - w bezruchu - krew zaczyna zalegać w żyłach. Często rozciąga ściany naczyń, a one nie mogąc odprowadzić nadwyżki krwi wyżej, zaczynają przepuszczać osocze do innych tkanek.
Wtedy to mamy: obrzęki nóg, lub pojawiają sie pajączki na skórze. A to już wstęp do późniejszej niewydolności.

                         Dlatego aby zapobiec takim stanom trzeba koniecznie!!!:

1. Dbać o ruch, chociażby chodzenie po schodach, spacerki, rowerek, taniec czy też samo napinanie mięśni łydek.

2. No nie oszukujmy się - ważna jest też nasza waga! ;).
 

3. Unikanie bardzo wysokich obcasów, (w tej chwili bardzo na czasie, sama też lubie).
 

4. Unikanie gorących kąpieli, sauny ( i tu mój organizm się ostro buntuje, bo kąpiele to rzecz święta dla relaksingu! I jak to pogodzić??).
 

5. Odpoczynek z nogami uniesionymi do góry...Oo i to jest bardzoooo przyjemne, książeczka, leżanko, nóżki zarzucone na oparcie kanapy lub ścianę - potem mogę podziwiać na niej swoje ślady stóp po tłustym kremie...
 

6....i nie zakładamy nogi na nogę, bo pogarsza to ukrwienie tkanek. Choć to takie kobiece. [ patrz redaktor Elżbieta Jaworowicz. Swoją drogą, tak się zastanawiam (jak na nią patrzę), czy dałaby tak dwa razy je wokół siebie zakręcić? ;)].

Do lepszego ukrwienia można zastosować preparaty zmniejszające krzepliwość na bazie heparyny, są to maści m.in.: : Aescin (prep. złożony), Esceven (prep. złożony), Heparinum, Heparin, Lioton, Lioven. 
Likwidują obrzęki, siniaki.
Dobry też jest kasztanowcem lub rutyną, które uszczelniają naczynka, dobre przy pajączkach, można je znaleźć m.in.: Venescin, Żel z kasztanowca, Esceven, Vitaleg (maść, tabl.)

Preparaty doustne zawierają w składzie kasztanowiec, rutynę, diosmine, hesperydyne : Aescin, Cyclo 3 fort, Esceven, Troxerutin, Venolan, Venescin, Diosminex, Dih, Diohespan max, Otrex, itp.



aptekareczka, oczywiście dbająca o swe nogi...


niedziela, września 22

Emerytka...

Don Remigio wreszcie wyszedł ze szpitala. Miał zakrzepowe zapalenie żył.

-"2 razy dziennie zastrzyki do brzucha, i tony tabletek ja brał, ty wiesz? Ja już mam dość i 6 kilo schudl."  
Zdawał mi relacje szczegółowo. Ma 83 lata, szczyci się poczuciem humoru i żywotnością. Elegancki, wyprostowany, ogolony. Koszula z krawatem w niedzielę obowiązkowa, spodnie eleganckie, buciki na glanc wypastowane. Wieku po Nim nie widać.
Żona Mu zmarła dawno ale ani myśli o innej kobiecie. Na moje pytania, czy Go kiedyś nie korciło jeszcze z jakąś panią się spotykać, odparł: "Mnie Marysia zakazała się z inną wiązać, ja się tego trzymam. Daj spokój, po co mi obce kobiety?" 
Don Remigio ma swoje proste zasady i się ich trzyma. Chociaż kobietom się podobał bardzo. Niejedna próbowała Go poderwać.

Urodził się na Kresach i specyficznie wymawia takie "lwowskie Ł". Bardzo towarzyski, to w karty z kumplami zagra, to jakąś mini męsko-starszawą prywatkę u siebie urządzi. Z każdym zagada, pożartuje, bardzo lubi jazdę na rowerze, kiedyś grał w orkiestrze, na dużych instrumentach (puzon, bas, czynele) był takim zdolnym samoukiem. Odkąd przeszedł wylew, lekarz Mu zabronił takiego wysiłku. Nie lubi siedzieć w domu i być sam.

-"Już się stęsknił za domem, te 10 dni w tym szpitalu żem się wyleżał, aż mnie boooki bolą! Teraz sobie w piecu rozpalę, tak wiesz powolutku stopniowo." ...
Trwała dyskusja przy niedzielnym obiedzie rodzinnym. Zjadł obiad i poszedł do siebie.
Zapomniał wziąć "studzieninę" tzw. zimne nóżki lub galareta zrobione przez mamę, poszłam Mu zanieść.
A tam widok: Dziadek siedzi z kolegą na dworze, kanapeczki porobione, na stole 2 kieliszki i "ćwiartka". Świętuje powrót do domu... ;)
"Przyniosłam Ci galaretę" - mówię i uśmiechnęłam się na ten imprezowy widok.
-"Tylko mamie nie mów, że my tu sobie drinkujemy, bo będzie krzyczeć na mnie. Wiesz, bo ja nie mogę przy tych lekach nic wypić."
-"Dobrze, nie powiem"
-"Nic jej nie mów"
"No dobrze."

Wracam do domu. Uśmiech nie mógł mi zejść z twarzy.
Mama - detektyw: "no i jak? Dziadek się cieszył?, bo ja to specjalnie dla Niego tę galaretę zrobiłam, bo lubi."
-Tak, tak zadowolonyy!."
-"A co robi?"
-"Z panem Bronkiem siedział na dworze, kanapeczki na stole, wspominali coś o Wschodzie jak zwykle. Powitanie sobie zrobili."
-A emerytka była?
-"Hmm jaka emerytka?" Próbuje udawać, że nie wiem o co chodzi.
-No ćwiartka.
Zaczęłam coś bardzo pilnie szukać w lodówce, myślałam, że się obejdzie.

-I co, pewnie Ci powiedział, żebyś mi nie mówiła.
Milczę wyciągając ser z lodówki, uśmiechając się z przekąsem.   
-No to jak z tą emerytką? Mama nie daje za wygraną.
-"Oj mamo, no co Ci mam powiedzieć, skoro mi dziadek zakazał mówić"?
- Mama wybuchnęła śmiechem.

To tak dla rozrywki :)
aptekareczka

czwartek, września 19

Dziecko a przeziębienie.

Podążając tropem przeziębień i rozpoczęcia sezonu grypowego pada pytanie: "co dla dzieci na przeziębienie?"


1. Przy gorączce:

można podać paracetamol lub ibuprofen w odpowiedniej postaci leku, to raczej każdy rodzic wie. A są dostępne w syropkach, kropelkach, czopkach dla najmniejszych, a powyżej 7 roku życia (w zależności od wagi), można już zastosować tabletkę - 250 mg paracetamolu lub 200 – 400 mg ibuprofenu.

Dodam, że dzieciom tak do 14 roku życia, nie wolno podawać aspiryny i polopiryny (czyli kwasu acetylosalicylowego), gdyż ma zbyt wiele działań niepożądanych u dzieci np. krwotoki z nosa, zmniejsza krzepliwość krwi.

Ponadto warto też przy wysokiej gorączce zastosować dodatkowo chłodne okłady na czółko lub całe ciałko.

2. Jeśli infekcja dopiero się zaczyna:

stosujmy leki ziołowe bezpieczne dla dzieci a na początek infekcji działają wspomagająco i stymulują organizm dziecka do walki.
I tak przy stanach podgorączkowych dobre są syropy z dodatkiem wyciągu z lipy, która działa napotnie i przeciwkaszlowo tj.: Lipomal - może być już od 1 roku życia, lub ziołowe w których jest m.in. lipa: Pyramidonek Temperaturka, Pyramidonek Grypa i Przeziębienie, Pelafen przeziębienie.

Syropy z dodatkiem bzu czarnego działające przeciwwirusowo, przeciwgorączkowo, zawierające też witaminę C: Sambucol baby od 6 m-ca życia w saszetkach lub Sambucol Junior, Blukid, Miodulin z dodatkiem miodu, Scorbolamid kids, Cerutin junior.

3. Przy katarze.

Przy łatwiejszym zażegnaniu przeziębienia z katarem syropy z dodatkiem pelargonii afrykańskiej, która m.in. wzmacnia odporność, są to syropy: Immunoinfec,  Renopuren zatoki, Pelafen kids.
Na oczyszczenie zatok polecane są wieloziołowe: Pneumolan, Zatoxin baby od 1 roku życia.

Jak i czy stosować maści rozgrzewające?
Dla małych dzieci od 6 m-ca jest żel Pulmex baby do smarowania m.in. z olejkami eterycznymi i Depulol, które rozgrzewają organizm, powodują lepszy przepływ krwi, a ulatniające olejki pomagają w oddychaniu przy zatkanym nosie.

Nie są jednak dla każdego dziecka. Źle reagują na nie alergicy i astmatycy, więc ostrożnie.
Poza tym należy smarować mały obszar ciała np. w okolicach stóp, klatki piersiowej lub pleców i wystarczy odrobina takiej maści.
Żel Aromactiv od 2 roku życia, Wick, Rubarom - od 5 roku życia.
Są też plasterki z olejkami eterycznymi: Aromactiv powyżej 3 lat, które się przykleja na łóżko lub na piżamkę, żeby dziecko lepiej oddychało.


A podstawowa sprawa - od której należy chyba zacząć - to podnoszenie odporności u dzieci. A co za tym idzie?

Spacerki i hartowanie organizmu o każdej porze roku, nawet jesienią czy zimą.


Podawać tran do picia już dla półrocznego dziecka. Są nawet o smaku owocowym, który zabija rybi zapach – niekoniecznie smaczny i lubiany. ( Mollers, Lysi),

Kwasy omega 3 znajdujące się m.in w tranie (podnoszą odporność ale i koncentrację dzieci)

Warto podawać witaminę C dla dzieci, dla tych najmniejszych dostępna w postaci kropli np. Cebion, Juvit C lub bardziej złożone syropy z dodatkami rutyny, cynku, jeżówki, malin jak np. Rutinacea Junior, Ceruvit (od 3 roku życia), syrop Megamocny, Scorbolamid kids.

Z ziół podnoszących odporność na uwagę zasługują : aloes, jeżówka purpurowa znana bardziej pod nazwą łac. echinacea purpurea.

Probiotyki i prebiotyki także odgrywają istotną rolę przy nabieraniu odporności.

Przy wirusowych zakażeniach dobre są syropy z inozyną np.: Groprinosina, Eloprina, Elofen.

Oczywiście jeśli gorączka nie spada 3 dni i domowe oraz apteczne sposoby nie pomogą trzeba udać się do lekarza. U dziecka sytuacja z chorobą zmienia się czasem z godziny na godzinę.
Każdy rodzic dobrze zna swoje dziecko i potrafi rozpoznać etapy choroby i jak i kiedy działać.

Ja tutaj tylko rzucam propozycje preparatów dostępnych na rynku. Może choć troszkę ułatwi to poszukiwanie tego odpowiedniego, do zaaplikowania Waszemu maluchowi. Dopytujcie w aptekach o poradę.

Zdrowia i radości dla dzieciaczków życzę :)
aptekareczka

środa, września 18

Przeziębienie, znaczy idzie jeśień.

Pamiętacie skecz Dańca? i tę zwrotkę o jesieni?
 "Idzie jesień w wielkich butach, worek liści niesie, wszystkie dzieci są w...nerwione, bo się zaczął wrzesień."
 


Jesień nadchodzi wielkimi krokami. Choć wierzę, że jeszcze słoneczko wyjdzie, a jakże! Tymczasem...
Szaro, buro, deszczowo i wieje. Nie trudno teraz o przeziębienie. Właśnie i mnie dopadło. Katarek, ból głowy, gardło boli jeszcze mocniej i na oczy patrzeć nie można.

Herbatka z cytrynką na rozgrzanie posłodzona miodem [mniam]

- wbrew amerykańskim naukowcom, którzy twierdzą, że herbata + cytryna = bardzo niedobre odkładanie aluminium w mózgu, co powoduje Alzheimera. Ale ja mam do amerykańskich naukowców i ich teorii naukowych stosunek sceptyczny i taką herbatkę i tak sobie zaserwuję. A jeśli dożyję 90 lat, to Alzheimera dostanę i bez herbaty. Chyba, że nie - bo pijam kawę - która skądinąd, zgodnie z badaniami amerykańskich naukowców (tylko, że innych tzw. konkurencji...) spowalnia procesy starzenia mózgu i zapobiega tej chorobie...
Ech, ci naukowcy i bądź tu mądry człowieku i pij co chcesz, bo i tak jakaś choroba z tego picia, po licznych badaniach i analizach Ci się wykluje...;)

Wracając do tematu przeziębienia. 

1. Jeśli Was dopadnie, na pierwszy rzut polecam coś z:

witaminą C i rutyną, wapnem i cynkiem,  
dodają odporności i przyspieszają efekty obronne organizmu i wzmacniają naczynka włosowate.

Preparaty z tymi substancjami to m.in. : Cerutin, Rutinoscorbin, Rutinacea, Ascorutical, Scorbolamid.
Proponuję przez pierwsze dni brać nawet 3 razy dziennie po 2 tabletki (dla dorosłych). 

2. Na katar - to już zależy od rodzaju można zaaplikować tabletki z pseudoefedryną lub feniraminą, które obkurczają naczynka włosowate i szybko blokują cieknący katar oraz zmniejszają obrzęk nosa np.: Acatar, Apselan, Sudafed, Cirrus, Ibuprom zatoki, Modafen, inne preparaty złożone.
Należy przy nich uważać, jeśli ktoś ma problemy z chorobami serca - mogą przyspieszyć akcję serca, mogą też nadmiernie wysuszyć śluzówkę nosa.

Gdy katar gęsty, zatokowy - to wtedy leki sekretolityczne, czyli upłynniające wydzielinę zalegającą, powodujące oczyszczanie zatok - są to leki roślinne z werbeną, dziewanną, bzem czarnym np: Sinupret, Sinulan forte, Pneumolan, Zatoxin, Sinuseptan.

Można zastosować krople do nosa lub wodę morską, która dodatkowo nawilży błonę śluzową i oczyści nos powodując lepsze oddychanie i szybszą regenerację nabłonka. 

3. Do tego coś rozgrzewającego - herbata z imbirem, syrop lub wyciągi z bzu czarnego, zwalczające wirusy i działające przeciwgorączkowo lub herbata z lipy, która działa napotnie. 

Sposoby mojej babci Marysi: gorące mleko z miodem, do tego smarowała bułkę z masłem i drobniutko posiekanym czosnkiem i do łóżka się wygrzewać marsz, bo chorobę i te wszystkie toksyny trzeba wypocić! Pamiętam, że jadłam to wtedy ze smakiem. Dziś czosnku za bardzo nie mogę, więc zostaje wspomnienie. 
Aaaa, robiła też syrop z cebuli. Jak to było...
...
...
Tak ze trzy cebule siekała w piórka, wrzucała do słoika i zasypywała cukrem, zamykała słój i odstawiała na kilkanaście godzin, aż zrobi się słodki syrop. Potem 3 łyżeczki dziennie do wypicia, pyszne to było i słodkie jak ulepek. 
Jeśli do 4 dni nie przechodzi, mimo usilnych starań i brania leków, to już chyba zostaje wizyta u lekarza POZ. I wystanie się w kolejce zapewne...

Zresztą, każda aptekarka lub aptekarz doradzi - jeśli zapytacie :)
No i herbatka wypita.

aptekareczka 

poniedziałek, września 16

Powrót z U, aptekarka w podróży, odc. 3

Walizka na kółeczkach mojej wielkości. Zabrałam minimalną ilość rzeczy...z podstawowymi, czyli:
1.) 4 pary butów - na każdą pogodę, klapeczki, sandałki, balerinki i buciki na niepogodę,zabrakło miejsce na szpilki :),
2.) Suszarkę,
3.) Ręcznik plażowy duży, baardzo duży, 1 duży ręcznik kąpielowy i 1 mniejszy,
4.) 2 x bikini,
5.) Plecak,
6.) Aparat foto,
7.) Kurtkę, Gruby polar, Sweterek i drugi polar,
8.) Zero kurtek przeciwdeszczowych, bo jeśli jadę na urlop - to nie pada. Wierzcie lub nie... No dobra, padało - 3 dni na 3 tygodnie urlopu, to nieźle co?
9.) Śpiwór.
10.) Cała reszta innych bibelotów.

I teraz to wszystko człowieku wpakuj z sobą do pociągu...
Tę walizę kolibiącą się na 2 małych kółeczkach, wnieś ją po schodach na dworzec kolejowy, ciężka jak 100 diabłów, a na plecach przerzucony przez jedno ramię śpiwór, plecak i aparat (nie mały) na drugim ramieniu.

7 i pół godziny podróży pociągiem z jednego, południowego krańca kraju na drugi, północny kraniec.
Potem u celu, kolejka miejska, 1 przystanek i jeszcze do pokonania prawie 100 schodów z bujającą walizką. Ręce mam chyba tak z 5 cm. dłuższe od jej dźwigania po tych schodach. A ileż przy tym poezji pod nosem.

Musiałam dość ciekawie wyglądać, bo w drodze powrotnej, gdy już wsiadłam do kolejki miejskiej pokonując tę samą trasę ale w przeciwnym kierunku, Starsza Pani, usilnie, z ogromną troską chciała mi miejsca ustąpić. Poruszenie objęło niemal pół wagonu.

Ale co tam - warto było. Widok z pokoju na morze, słońce, świeże rybki od przystojnego rybaka.
Piękna ta nasza Polska 
I jak to szło?... "wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż nie dbać o bilet..." 


 


Morza szum...




Mewy śmiech...







O fantastycznych właściwościach morza już niebawem
aptekareczka  :)

wtorek, września 3

Apteczka na urlop!

Apteczka na wakacje :

1. Coś na biegunkę! (patrz.
http://aptekaodzaplecza.blogspot.com/2013/06/goniacy-problem-biegunka.html

2. Coś na wymioty i chorobę lokomocyjną np:
- Aviomarin [tabl. i guma do żucia],
- Lokomotiv [tabl, pastylki do ssania i syropek dla dzieci od 3 roku życia]
- Boiron Cocculine
- plastry Transway,

3. Krople żołądkowe.
4. Plastry na otarcia po długich trasach.

5. Coś do dezynfekcji, dezynsekcji i deratyzacji ;)

6. Coś na komary i inne meszki.

7. Do opalania. (http://aptekaodzaplecza.blogspot.com/2013/06/urlop-ja-na-to-jak-na-lato.html).

8. Coś słodkiego dla energii i spadku cukru po wysiłku.

9. Coś na dobry humor.

10. Uśmiech!!!

Walizka i bilet na pociąg i już mnie nie ma! :)

aptekareczka