środa, lutego 26

Wymagający(a) pacjent(ka).

- Dzień dobry, słucham panią. 
- "EE, ja się chyba z panią nie dogadaam." Starsza pani patrzy na mnie podejrzliwie z kwaśną miną.
- To może pani spróbuje jednak, zobaczymy może damy radę.
- "Proszę głośniej, bo ja nie słyszę." Odpowiada pacjentka, na dowód tego przekręca głowę.
-  Niech pani powie o co chodzi! - powtarzam głośniej.
- "Głośniej, głośniej bo nie słyszę!" Wyraźnie poirytowana pacjentka podaje recepty na ladę, z niechęcią ale widzi, że nie ma wyjścia, bo stoję tylko ja i kolejna pacjentka za nią a znikąd pomocy innych, "swoich" ulubionych aptekarek.
Jeszcze za cicho, nawet jak będę krzyczała będzie za cicho...- mówię do siebie półgłosem, pod nosem odbierając recepty. Uwaga, to pacjent w stylu "wymagający". Taki, co to zawsze ma racje, wie co mu się należy, pamięć ma słonia, zna swoje prawa a obowiązki innych. No cóż i tak się nie dam. :)

5 dużych recept dla pani Eugenii - tak miała na imię. Ale nie omieszkała mi powiedzieć, że jeszcze ma 3 recepty dla męża i dodaje od razu jednym tchem -"a do tego: Verdina w saszetkach, Acard, i taka czerwona rozgrzewająca maść tamte panie wiedziały", patrzy na mnie i mruży oczy jakby chciała zapytać "ciekawe czy pani wie?".
Uwijałam się sprawnie czując na sobie uważne spojrzenie mojej ostrej obserwatorki.
Dziwne było dla mnie tylko to, że jak pytałam o coś panią Eugenię - i to wcale nie tak głośno jak na początku sugerowała - to w mig mi odpowiadała...
Wszystko zapakowałam w dwie ogromne siaty, osobno dla niej i osobno dla męża, dodałam (bez podpowiedzi z jej strony!!) gazetkę dla stałych pacjentów (gratis), a w ostatnim starciu trafnie odgadłam maść (rozgrzewająca końska). Iiiii nagroda! - uśmiech pani Eugenii!
"Jes, jes, jes" - jak mawiał nasz były premier a obecnie mąż poetko/biznes/szoł/łomenki
Jezabell.

Podając leki pani Eugenii nie omieszkałam dodać na koniec: "I co? dogadałyśmy się prawda?"
- "No tak, tak. Aa, bo ja się bałam, że pani nowa i nie będzie wiedzieć o co mi się rozchodzi, bo ja tu jestem stałą pacjentką czy klientką jak zwał. Teraz mnie pani zapamięta." Dało się nawet słyszeć jakby łagodniejszy ton :).

- "To do zobaczenia."

aptekareczka

poniedziałek, lutego 24

Wzdęcia, gazy, wiatry.

Brzuch jak balonik z którego od czasu do czasu uchodzi powietrze, raz po cichutku (cichacze), raz jak grzmot z jasnego nieba. Co nie macie tak? :)
Wiem, że to wstydliwy temat ale jak widzę, chociażby po aptecznych pacjentach z takowymi dolegliwościami - powszechny.

Prawda jest taka, że każdy ma gazy, czy wzdęcia - od niemowlaczka, który nie jest świadomy - po dorosłego człowieka, który często ma z tym problem. 
Wytwarzamy gazy średnio 0,5 litra na dobę, ich przyczyna to niestrawność oraz spożycie pokarmów z nierozkładalnymi węglowodanami.
Wzdęciom sprzyjają:
małą ilość błonnika,
choroby przewodu pokarmowego
napoje gazowane,
szybkie jedzenie,
nieprawidłowa dieta,
rośliny strączkowe tj.: groch, fasola, bób,
kalafior, brokuły, kukurydza,
kapusta, brukselka,
owoce.

Gazy jelitowe są bezwonne, dopiero fermentacja pokarmów i ulatniający się z nich siarkowodór i siarka dają nieprzyjemne zapachy. Wszystko zależy od tego co jemy. Najbardziej smrodliwe są jaja i mięso.

Co pomaga w neutralizowaniu wzdęć i gazów?

Odpowiednie przyprawy i zioła: 
anyż, dziurawiec, kminek, 
mięta, melisa, imbir, majeranek, koper,
sałata, pietruszka, borówki,
baardzo ważna - aktywność fizyczna!

A z substancji leczniczych: dimeticon, simeticon, węgiel,
Preparaty to m.in.: Esputicon, Espumisan, Ulgix, Carbo medcinalis
Dzieciom przeciw kolkom i wzdęciom poleca się krople: Infacol , Bobotic, Espumisan, Delicol (kiedy mama karmi piersią), herbatka koperkowa i na trawienie.

aptekareczka

czwartek, lutego 20

Gdy włosy lecą z głowy.

To znaczy, że czegoś im brakuje.
Codziennie tracimy 70 do 100 włosów i to jest norma. Powodem wypadania włosa jest jego cykl rozwoju. Od momentu uszkodzenia cebulki włosowej do wypadnięcia włosa mija czasem kilka miesięcy. Jeśli wypada ich zdecydowanie więcej i w krótszym czasie można mówić o większym problemie, może to być już pierwszy etap łysienia.

Łysienie ma kilka przyczyn: stres, zła dieta, ciąża, zmiany hormonalne, przemęczenie.
U mężczyzn utrata włosów wiąże się z zaburzeniami hormonalnymi głównie testosteronu ale też genetycznie zaprogramowanego skracania życia cebulki włosowej.
Włosy wypadają też przy cukrzycy, grzybicy, toczniu, chorobach zakaźnych i ostrej infekcji. Także w wyniku chorób tarczycy, i tak przy nadczynności są cienkie, jedwabiste i lśniące a przy niedoczynności łamliwe i suche.

Najczęściej łysienie jest androgenowe i to zarówno u mężczyzn jak i kobiet. To nadmierna wrażliwość mieszków włosowych na działanie androgenów (męskich hormonów płciowych występujących także w małym stężeniu u kobiet ). U mężczyzn najpierw tworzą się zakola i przerzedzenie na czubku głowy. U kobiet dotyka skroni i przedziałka ale efekt jest bardziej drastyczny - całkowite wyłysienie. Bardzo często pojawia się w okresie menopauzy.

Jest też łysienie plackowate, objawia się nagłą utratą włosów nawet w ciągu kilku godzin pozostawiając placek za przyczynę podejrzewa się zaburzenia immunologiczne a także stres o dużym nasileniu. Może być odwracalne.
Trzeci typ łysienia to telogenowe, występuje u kobiet po zaburzeniach hormonalnych po ciąży, odstawieniu hormonalnej terapii zastępczej lub antykoncepcji, po dietach odchudzających i intensywnym stresie. 

Błyszczące, bujne włosy to wynik zdrowej diety ale też oznaka powodzenia u płci przeciwnej. O czym wiedzą nawet małe dziewczynki ;)



Dlatego warto dbać o włosy cały czas. Potrzebne do tego są mikroelementy i witaminy.
Najważniejsze to aminokwasy siarkowe, które stanowią podstawowy składnik kreatyny - budulca łodygi i osłonki włosa, ich niedoborów wiąże się z tym, że włosy tracą elastyczność, są kruche i łamliwe.
Ważny jest także cynk, który sprzyja syntezie białek, selen, krzem ale i witaminy, w tym witamina H tzw. biotyna, normalizuje pracę gruczołów łojowych, wit. PP, wit. C i wit. A.

Zatem przy wypadaniu włosów warto sięgnąć na początek po witaminy z przeznaczeniem na włosy i skórę, jest ich ogromna ilość w aptekach, warto patrzeć czy zawiera substancje które wymieniłam wyżej. Często zawierają skrzyp i pokrzywę a to dlatego, że mają one mikroelementy, m.in.: związki krzemu ale i oczyszczają organizm z toksyn.

Dobre są też preparaty do miejscowego stosowania, czyli szampony, odżywki, toniki, ampułki, całe serie apteczne przeciw wypadaniu włosów np.: Farmona Radical, Seboradin, Dermena, DX2, Vichy Dercos.

Przy łysieniu Loxon 2% i 5% z substancją minoxidyl, która rozszerza naczynia krwionośne i stymuluje cebulkę do produkcji włosa. Proces ten trwa do kilku miesięcy.
Uwaga też na farbowanie, odbarwianie, ondulowanie włosów.
Dajmy swobodę włosom :)

aptekareczka

wtorek, lutego 18

Depresja, smutek czy?


Coraz smutniejsi jesteśmy.
Coraz więcej leków na uspokojenie kupujemy, ewentualnie na poprawę nastroju.
Zdarza się częściej kupować - głównie panom (dla kobiet jest mniej) leki na poprawę libido.
A paniom coś na to, żeby mi się chciało chcieć.
Co się dzieje?

Zmartwienia, problemy w pracy, z pracą, ze związkiem, z mężem, z żoną, z dziećmi. Brak pieniędzy lub może ich nadmiar, bo przytyliśmy, bo, bo, bo. 
Mało się Polacy cieszą, oj mało. Mało się uśmiechają.
I nawet nie można zwalać już na zimno w zimie...

Dręczymy innych swoimi smutami, problemami, marudzimy, zanudzamy.
O tym w czym nam się nie udało, nie powiodło, kto nas zostawił, jaki był wredny, niedobry, jaki wstrętny jest szef, jak ogólnie w kraju źle.
Rzadko się chwalimy swoimi osiągnięciami, sukcesami a jeśli już, to nieśmiało wręcz z machnięciem ręki.
Żeby nie zapeszyć.

Mam ochotę krzyknąć: człowieku, to rób coś z tym do jasnej ciasnej (cholery)!

Nie bądź czarnowidzem!
Uprawiaj seks, bądź aktywny.
Otaczaj się pozytywnymi ludźmi.
Relaksuj się, medytuj, znajdź hobby.
Tak, tak wiem gadanie...

Nie marudź! Działaj!
Sorry, ale tak mnie naszło dziś, bo ostatnio wszędzie widzę pełno smutasów, ze zwieszoną głową.
Zaraz na myśl przychodzi mi piosenka Kazika:
"Polacy są tak agresywni a to dlatego, że nie ma słońca, nieomal przez siedem miesięcy w roku a lato nie jest gorące. Tylko zimno i pada i zimno i pada na to miejsce w środku Europy..."

Musiałam to napisać :)

Z aptecznych rzeczy na poprawę nastroju proponuję:

-coś ze wspomagaczy z dziurawcem:  
Deprim forte, Nervomix, Positivum, Depribon, Dziurawiec,
Ale uwaga przy dziurawcu na słońce, bo leki zawierające dziurawiec mogą w styczności z promieniami słonecznymi wywołać przebarwienia na skórze.

-coś z szafranem:
Depresanum,

-żeń-szeń: daje powera,
tu preparatów są setki.

aptekareczka

poniedziałek, lutego 17

Wyjazd aptekarki.

Mała, a ty co taka zamyślona. Rozmawiać ze mną nie chcesz. Pan Adam się podpytuję wypisując KP (dowód wpłaty). Wiadomo przecież, że nie może w milczeniu tego zrobić...
- Się tak zastanawiam nad zmianą pracy.
- Ale nie mów? Chcesz zmienić aptekę? Stara się czepia czy co? Ona groźna jest to fakt, ja do niej nawet nie za bardzo zagaduję bo mnie ostatnio opieprzyła, żebym się swoimi sprawami zajął, bo śmiałem palnąć, że "coś pani nie w humorze a tu taki piękny dzień". I mało tego! Jak raz się pomyliłem przy wypisywaniu daty z KP, to naskarżyła do mojej kierowniczki, że podrywam jej pracownicę i że się amorami zajmuje zamiast się skupić! Obciachu mi narobiła i tyle.
- Hahahaa - nie wytrzymałam. - Fakt moja szefowa jest bezpośrednia. No i ma pan nauczkę.
- Ty się nie śmiej, tylko gadaj co z tą pracą i mi nie mów, że wyjeżdżasz czasem.
- A czemu by nie?
- No ale gdzie? Anglia?
- Do Australii na przykład.
- A to dalej nie mogłaś wymyśleć?
- Jak już wyjeżdżać to na koniec świata. - Mówię z uśmiechem.
- Ale, alee, wiesz co? Ja mam znajomych co byli w Australii w Adelajdzie, pogadam z nimi i jedziemy.
- Ja jadę, jak już i bez pana.
- A język znasz? (Udaje, że nie słyszy...)
- Znam.
- Aha, czyli będę się musiał nauczyć w przyspieszonym tempie...
...

aptekareczka

wtorek, lutego 11

Deja vu (Deża wi), czyli polskie te że we...

Scena pierwsza
Czas: 3 miesiące temu;
Miejsce: macierzysta apteka na końcu miasta;
Osoby występujące: pacjent X, aptekareczka. 

Zapowiadał się miły poranek, ładne słoneczko, aptekareczka ochoczo stanęła za okienkiem i wyczekiwała...Nie, nieeee, nie księcia - pacjenta.

Wchodzi, ciemna kurtka, marsowa mina, spuszczona głowa, burkliwy głos.
- Poproszę krople do nosa Xylo - [pacjent]
- Proszę bardzo: 5,9 (PLN) - [aptekareczka]
- Co? Jesteście najdroższą apteką!!- [pacjent]
- E tam, od razu najdroższą! Spróbowała załagodzić półżartem aptekareczka...
- Jak tak mówie to tak jest, ja to wszędzie chodzę i się znam na cenach. [pacjent]
- Yhm, to co nie dawać tych kropli? Zbita z tropu pyta.
- Wezmę, niech stracę i tak jesteście najdrożsi!
Wyszedł, a za nim spojrzenie aptekareczki.

Scena druga
Czas: dziś;
Miejsce: apteka tymczasowa, na drugim końcu miasta;
Osoby występujące: pacjent Y, aptekareczka. 

Od rana duży ruch, pacjenci średnio z kilkoma receptami na raz, aptekareczka zmęczona bo to koniec jej zmiany.
Wchodzi...Ciemna czapka z daszkiem, siwa broda, czerwony noc, głowa spuszczona, spojrzenie "spod byka".
- Krople Xylo proszę.
- Już podaję. Czy coś jeszcze? - Zadaje pytanie z uśmiechem aptekareczka
- Nie wszystko [pacjent]
- 5,9 (PLN) [aptekareczka]
- O prosze, najdroższa apteka! Głośno mówi pacjent grzebiąc w portfelu.
- A może jednak nie?... [mówi półżartem aptekareczka]
- Najdroższa, nigdzie tak drogo nie ma! [pacjent]


scenariusz:  aptekareczka i pacjenci XiY,
reżyseria: życie;
produkcja: apteki: na przedmieściu i na zamieściu;
muzyka: cisza.

Szczególne podziękowanie za cierpliwość: dla wszystkich aptekarek i aptekarzy.
:)

poniedziałek, lutego 10

P jak prezycja

Nowy tydzień.
Zaczęło się, fala (pacjentów) weszła.
Nie wiem jak to się dzieje, że jest pusto a potem nagle wchodzi na raz kilka osób...Prawo fali? Ciekawe czy coś takiego istnieje. O jest prawo serii chyba. (Uwaga uruchomiły się moje myśli wewnętrzne ;)).

Ja przy jednej ladzie - czyt.okienku, koleżanka przy drugiej.
Na początku nieśmiało do mnie podchodzą, czuję się jak stażystka w nowej aptece, coś mi to przypomina...
- "Ja do tej drugiej pani, bo ona wie o co chodzi..." słyszę tłumaczenia. Ale jak się robi kolejka nie ma wyjścia, biorą kogo popadnie. Bęc. Padło i na mnie.

- Poproszę i tu pada nazwa leku S, którego nie ma ani pod literką S ani w podręcznych, ani na witrynkach. Czacha dymi, ecie pecie gdzie leżycie?, w końcu pytam Gosi: "aa jak nie ma tu, to w magazynie na dole" - odpowiada.
Lecę na dół do magazynu mijając 3 zakręty, 2 pary schodów i kolejne 2 zakręty, otwieram jedne drzwi - zonk, to kotłownia; drugie - jest magazyn właściwy! Rozglądam się po półkach, nie ma. Szlag! Wracam na górę, okazuje się, że gdzie był?
W magazynie, na dole a dokładnie w magazynie, na górze ale na dole w szafce, ot taki skrót myślowy. :)

Ileż to sobie człowiek trudu zadaje przez RÓŻNE niedopowiedzenia...

aptekareczka - stara stażystka.

piątek, lutego 7

Pierogi.

Piątek - dzień pochmurny, wichura szaleje, szaro, buro. Nawet ludzi mało w aptece. Pora obiadowa, "ale bym zjadła dziś pierogi, takiego smaka mam na nie." Rozmarzyłam się głośno do koleżanki. Uwielbiam pierogi, sama robię bardzo rzadko, zresztą nie ma to jak pierogi doświadczonej, starej gospodyni! Mam nawet jedną zaprzyjaźnioną restauracyjkę, która robi pierogi jak u babci, czasem tam zamawiam na wynos, polane cebulką i boczusiem, mniam.


Pamiętam takie zdarzenie parę lat temu. Przyszła pani Hela, starsza już pod osiemdziesiątkę, drobniutka, malutka ale dziarska pacjentka naszej apteki. Po zakupach miała się zabrać za pierogi. Jak to ja, musiałam coś zagadnąć w stylu, że "ja za pierogami przepadam, a najlepsze rzecz jasna robiła moja babcia Marysia. Kleiła tych pierogów ze trzysta, dla całej rodziny, wszyscy w piątek się wtedy u niej zjawiali. Myślę, że to był jej szatański plan, żebyśmy wpadali po te pierogi po całym dniu pracy i nauki. A jak się uwijała przy tym, ja na jej 50 pierogów może z 5 bym zrobiła..."


Pani Hela sobie poszła, mijają jakieś 2 godziny. Przychodzi znowu do apteki, "coś pani zapomniała?" - pytam.
Na to zaszeleściła siateczką, wyciąga z niej mały biały garczek, stawia mi na ladzie i mówi "pani sobie idzie zjeść a ja tu przypilnuje, żeby nie przeszkadzali."
Banana miałam na buzi z zaskoczenia. Podziękowałam ze śmiechem, że mi niespodziankę taką zrobiła, że nie wiem co powiedzieć. Że jednak sobie zjem później, jak mnie szefowa zmieni na przerwę obiadową.
Od tamtego czasu co któryś piątek to się powtarzało, przynosiła mi osobiście lub wysyłała kogoś z rodziny.

A dziś: już się ubieram, sięgam po torebkę a tu przychodzi moja ciocia i mówi - "widziałam, że jesteś jeszcze w pracy, mam coś dla ciebie", daje mi zawinięty pojemniczek z ... pierogami!

"Uważaj o czym myślisz, bo może się spełnić..."

Gdzieś kiedyś przeczytałam takie słowa.
:)
pierogowa aptekareczka

środa, lutego 5

Gonitwa nie tylko myśli.

Nowe miejsce, nowi pacjenci, nowi współpracownicy. Inne ustawienia leków.
Oprowadza mnie pani kierownik:
- "Tu masz część leków alfabetycznie, ale tu są antybiotyki osobno, tu cukrzyca i hormony, tu psychotropy ale tu też druga część psychotropów, tu takie przeziębieniowe, a tu szufladki pod kasą - to podręczne."
A w podręcznych - tych najczęściej kupowanych, ani ładu, ani składu...ani alfabetu! Tylko tak, to co pod ręką. Dla jasności, w każdej aptece pod ręką coś innego leży, to zależy od specyfiki pacjentów.
Jaka specyfika tych tu oto pacjentów? - aj dont noł.
Więęęęc muszę zapamiętać - przecież to proste :). A tu kilka, ba kilkanaście tysięcy leków...

Obchód trwa: - "Tu maści, tu aerozole, tu inhalatory, aleeee inne inhalatory na drugim końcu. Tu ampułki antybiotykowe a w innej szafce inne injekcje. No! rozeznasz się, będziesz szukać a w razie co pytać." Uśmiecha się Joanna miło.
YHM.
- "Aha a tutaj to mamy takie luźne szafki z tymi lekami, co powinny być w szafkach alfabetycznie, jeśli nie ma ich tam, gdzie powinny być to tu są. Nadążasz?"
Oczy mi się zrobiły duże pytające, usta w dziób, kiwam powoli głową, patrzę na nią spod okularów i się w końcu uśmiechamy obie, bo to pytanie raczej retoryczne. Myślę sobie, tak lekko nie będzie. Dostanę chyba rozdwojenia jaźni, stare nawyki - 10 letnie w mojej aptece - kontra nowe.
No, wychodzimy z tzw. ekspedycji, do receptury, myjni, magazynu na leki, a do magazynu na suplementy diety musimy zejść piętro niżej. Wcześniej na półpiętrze mamy kuchnię i pokoik socjalny, schodzimy w dół. Matko!jak ja się połapię?? Przelatuje mi nieśmiało myśl. Żeby trafić do kibla, to muszę minąć z 15 drzwi i 6 zakrętów. Jakby tak kogoś przyszpiliło, to...dziękuję bardzooo.

Istny labirynt. "AA tu mamy magazyn na pampersy, tu na kartony, tu wreszcie magazyn na suplementy. Obok po lewej mamy kotłownię, tu szatnia, tu toaleta i nawet prysznicować się można, tak w razie dyżuru." Opowiada radośnie moja przewodniczka. "To tyle chyba słowem wstępu. Dobra to ja lecę, dacie sobie radę."

Oki, to czas zacząć pozostaje się "skupić" i do dzieła

aptekareczka

poniedziałek, lutego 3

Aptekarki z miłością do zwierząt.

Danuta (nasza nieoceniona pomoc apteczna) opowiada:
-Ty wiesz, że moja Psotka* wypadła mi z balkonu?
[*Psotka to mała kocica, tak zwany zwykły dachowiec, którą rok temu przygarnęła]

- I co znalazłaś ją? Żyje? - pytam.
- "No, leżała ze złamaną nóżką na samym dole. Skulona bidulka. A ona taka sprytna, po dachu łaziła tyle razy i nic. Do weterynarza ją zawiozłam 40 km stąd, bo u nas powiedział, że się nie podejmie leczenia bo to za poważna sprawa. Wsiedliśmy w auto i pojechaliśmy do specjalisty w stolicy wojewódzkiej. Ma zadzwonić. A na razie zrobił jej USG, rentgen, podał jakiś zastrzyk przeciwbólowy i ma zadzwonić jak skończy operację łapy. Ja nie wiem ile mnie to wyniesie. Powiedziałam mu, żeby mnie podliczył ulgowo, bo moja pensja marna...a kot nierasowy"

Basia do mnie z przejęciem: "popatrz, a mówią, że kot zawsze spada na 4 łapy i ma 7 żyć niby!"
- No ale wiesz, nie wiadomo ile razy ona tych "żyć" już wykorzystała.

Kot przeżył, operacja się udała ale rekonwalescencja była długa i bolesna. Trwała kilka tygodni. Danuta działała jak wykwalifikowana pielęgniarka weterynaryjna ze stopniem naukowych minimum doktorskim!
Pan weterynarz wykazał się wielkim sercem, bo faktycznie potraktował ulgowo swoją usługę, podliczył tylko koszty operacji i leki.
Suma sumarum: leczenie kota, z kilkoma dojazdami (lecznica 40 km od domu) kosztowało koło 400 zł. Przypominam kot rasy dachowiec pospolitus. A wypłata jego pani, to pół etatu z najniższej krajowej. Ale czego się nie robi dla swojego zwierzaka.
Na to wszystko Basia przypomniała sobie swoją historię z...chomikiem sprzed kilku lat.

- "Łaziłam z tym chomikiem do weterynarza, parę lub parenaście dni słuchaj. Co drugi dzień kroplówki mu jakieś strzykawką podawał a ja, jak ta durnaaa, namolna rozumiesz? Ten weterynarz na mnie patrzył z politowaniem a ja się uparłam, że go będę ratować! Chomik - wartość 10 polskich złotych. Bym 10 takich miała!! Ale niee. Tak łaziłam a on i tak zdechł w końcu. Kazałam na koniec temu weterynarzowi rachunek wystawić a on na mnie popatrzył, głową pokiwał, machnął ręką i do mnie mówi - <<idź pani do domu>>. Chyba mnie za wariatkę wziął. Tylko mi za te strzykawki policzył parę złotych..."

Czy to wariactwo czy ludzka wrażliwość - pozostawiam pod ocenę.
:)

aptekareczka
z dedykacją dla mojego Atuta